Zupelnie inna historia.

To miejsce bylo zapomniane przez ostatnie 10 lat. Dzisiaj zostalo ponownie odkryte.

W tej notatce nie bedzie aktualizacji historii, choc oczywiscie zdazylo sie wiele i wiele sie zmienilo. Ale, nie to jest teraz moze najwazniejsze.

Interesujace jest natomiast to co czulem, kiedy odkrylem ta historie, tak, nasza historie, tego bloga i wpisy.

Zaczalem czytac i przypominac sobie szczegoly tego co zdazylo sie 10-15 lat temu. Nie, nie to co sie zdazylo, bo to wiem i to sie nie zmienilo, ale wlasnie to co czulem piszac te moje notatki.

Od wielu juz lat mam dosc specyficzne „hobby” i prawie kazdego dnia rano zapisuje moje sny z nocy. No, moze nie kazdego, ale wtedy gdy mi sie cos sni i „pamietam” ten sen tak abym mogl go zapisac. Nikt nie wie, nawet bliskie mi osoby, o moich zapiskach, ale wyobrazam sobie, ze ktos kiedys je przeczyta. Trudno jest mi natomiast wyobrazic sobie dokladnie co bedzie czul ten ktos, czytajac o moich snach. Ale cos napewno bedzie czul. Dobre, zle, nijakie ale cos bedzie. Taka przynajmniej mam nadzieje.

Czytajac te moje notatki sprzed 10 i wiecej lat, czulem sie wlasnie jak jakbym czytal zapiski snow nieznanych mi osob. To uczucie „nierealnosci” towarzyszylo mi przez prawie caly czas.

Odkrylem cos innego, cos nowego. Kogos nowego a takze siebie samego nowego. Inni aktorzy tego bloga tez sa dla mnie nowi, inni, nieznani i fascynujacy, ale rowniez nierealni.
Nie rozumiem tych wpisow, notatek i uczuc. Nie rozumiem tego co chcialem napisac i chyba komus przekazac. Nie mialem dobrych mysli i odczuc czytajac dzisiaj tego bloga. Z pewnoscia, nie byly to dobre sny.

Wedlug mnie, ta historia to tylko sen, zly sen i wydarzenia te nie mialy miejsca, nigdy sie nie zdarzyly a osoby nie istnialy naprawde. Autor wymyslil ta sztuke teatralna a aktorzy graja teraz calkiem inne role, w innych przedstawieniach i innym swiecie. Drugim swiecie. Po latach, dlugich latach, zobaczylem te „dwaswiaty”.

Ale to juz jest zupelnie inna historia.

bla bla bla – czyli krotki update

- zony juz nie ma, a wlasciwie jest, ale byla
- a jeszcze wlasciwiej to zona byla jest teraz „ex”
- albo cos poprzekrecalem jak zwykle
- czyli nie jestem juz zonaty w kazdym razie
- i to od ponad pol roku
- ale ze nie pokazywalem sie od 2 lat w sadach wiec dowiedzialem sie dopiero teraz
- ja jestem winny rozpadu tego zwiazku/malzenstwa
- ok, moge byc, wszystko mi jedno
- wszystkim innym dookola chyba tez wszystko jedno
- prawa do A. mam „ograniczone”
- co w praktyce oznacza ze nie mam zadnych
- a i tak nie wiedzialem A. od 2 lat
- koniec updatu

1 marca

Z nowości to tylko tyle, że moja „jeszcze żona” złożyła wniosek o pozbawienie mnie praw do dziecka, czyli do [A]. Hmmmm …
I to w zasadzie jedyna „nowość”. Na mnie jej wybryki nie zrobiły już żadnego wrażenia.

Wysyłają nas teraz, ponownie, na badania do psychologa, żeby ponownie stwierdzić, że „rozpad związku bedzie miał pozytywny wpływ na wychowanie A.”. Paranoja. Oraz czy można mnie pozbawić praw do dziecka. Paranoja 2.

A. nie widziałem już ponad rok (nie liczac spotkania u psychologa). A teraz będę miał może okazję zobaczyć ją … – strasznie się tego boje.

przedstawienie czas zaczac … again

23, lis, 9 rano, sad okregowy, 1,5 godziny … w czasie ktorych …:
glowna atrakcja bylo przesluchiwanie 3 swiadkow na okolicznosc „rozkladu pozycia”.
Jednym ze swiadkow byla matka mojej Z.
Dwie inne dziewczyny widzialem pierwszy raz na oczy. Nawet nie wiem jak sie nazywaly. Chyba jakies jej kolezanki.
Cala zabawa polega glownie na wypytywaniu sie ich np o to „kiedy ostatni raz wspolzylismy” i „jak to robilismy i gdzie”, „jak wyzywalem G.” oraz „kiedy, dokladnie i ile razy powiedzialem do niej ‚TY KU#$0′ oraz ‚TY SZMATO’” … a takze jak to grozilem ze ja zabije … itd itp …
ja nie mialem zadnych pytan, wole sluchac.
Dla mnie najbardziej interesujace bylo to jak jedna z tych „pierwszy-raz-na-oczy-cie-widze” pan opowiadala jak to bylismy kiedys razem w makdonaldzie i razem cos jedlismy nawet. Szkoda tylko ze ja tego nie pamietam…

i to by bylo na tyle,
o ile nie bedzie nic wczesniej, to nastepny odcinek 1 marca, 2005, wtedy tez, Pani psycholog ma zbadac, po raz 3 na wniosek mojej zony, czy moge sie spotykac z dzieckiem, … czy nie, bo porwe A. zabije ja … i co tam jeszcze …

w kazdym razie, A. nie widzialem o marca, Pani sedzina stwierdzila ze ona „juz zrobila co miala zrobic” bo przeciez mam postanowienie o kontaktach… mam ? alez tak, mam …

tyle

Opinia z RODK

czyli Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego – dostałem kopię do domu, ale że dużo tego jest – 8 kartek A4 – to przedstawię tylko wnioski końcowe – to jest chyba najważniejsze (słowo w słowo, dokładnie tak jak jest napisane):

WNIOSKI

Na podstawie przeprowadzonych badań stwierdza się, że nieumiejętność współdziałania i porozumiewania się stron w sytuacji rozwodu, przy znacznym obciążeniu negatywnymi emocjami ich wzajemnych relacji stanowią czynniki bardziej zaburzające rozwój małoletniego dziecka aniżeli formalne rozwiązanie małżeństwa, ponieważ małoletnia nie była przyzwyczajona do codziennej obecności ojca w domu.
Osobami stabilnymi, znaczącymi i bardzo bliskimi uczuciowo dla małoletniej są dziadkowie i matka.
Wobec ojca ujawnia ona pozytywne więzi uczuciowe, potrzebę kontaktów z nim. Nie odczuwa zagrożenia i lęku z jego strony.
Kontakty małoletniej z ojcem mogą odbywać się bez obecności osób trzecich, poza domem matki ale muszą być dostosowane do potrzeb i możliwości psychofizycznych dziecka.
Z uwagi na niewłaściwe formy zachowań obojga rodziców w obecności dziecka wskazana byłaby korekta ich postaw w poradni rodzinnej.

<>

ciąg dalszy – czyli update

proszę bardzo – zgodnie z prośbą …

na początku, już wszyscy jesteśmy starsi o rok, A. – 5, M. – 26, ja – 29.
Starsi, ale chyba nie mądrzejsi. Oprócz A. Mam nadzieję.

Od ostatniego razu – czyli tak z listopada 2003, widziałem A. tylko jeden raz, … a i to było … – ale po kolei …

Faktycznie, M., zgodnie z tym co mówiła machając mi papierami przed nosem, powypisywała różne „nowe pisma i rzeczy po naszych sądach” – dużo tego było, bardzo – o ile pamiętam – kilkanaście stron A4. Jakiś zaświadczeń, zeznań, jej, jej rodziców, świadków, koleżanek z pracy … – nie wiem kogo jeszcze i co tam dokładnie było … zacząłem to czytać, ale zrobiło mi się niedobrze, wsadziłem to wszystko z powrotem do koperty i wrzuciłem to gdzieś w stertę moich dokumentów – mam nadzieję, że nigdy już tego nie znajdę …

Niemniej, szybko dowiedziałem się wszystkiego ze szczegółami – w pierwszym tygodniu stycznia 2004 była sprawa w sądzie.
Była kłótnia jak zwykle (ostatnio) o dziecko. Dowiedziałem się też jaką to jestem zdegenerowaną jednostką społeczną, alkoholikiem, jak to groziłem, że porwę A. do Holandii, albo, że ją zabiję, M. zresztą też.
Z zaświadczeń, które to mi uprzejmie przedstawiono dowiedziałem się też, że np w sylwestra M. była z A. w poradni pomocy rodzinie alkoholowej – bo jak wynikało z zaświadczenia „ona sie mnie boi razem z A.”.
Inne zaświadcznie mówiło, że A. jest leczona w Szpitalu Psychiatrycznym, bo „po spotkaniach z tatą jest rozdrażniona i bije mamę” więc pewnie „ją napuszczam na matkę”. Że A. była w tym szpitalu i chodzi na jakieś terapie …
Dużo tego było, innych zaświadczeń … i dokumentów …
Trzeba jej przyznać, jest świetna w tym co robi. Adwokatka oczywiście.
Generalnie sprawa była jedną wielką kłótnią o dziecko.
W swojej hipokryzji M. zaproponowała (cyt. „wyraziła dobrą wolę”), żebym mógł spotykać się z A. „raz na miesiąc przez godzinę pod opieką psychologa”. Bo ona oczywiści rozumie, że A. powinna mieć ojca, tak, … tak … itd.
Gdybym miał więcej odwagi, wyszedłbym z tego sądu …
Ja oczywiście, nie zgodziłem się na tego typu „wspaniałomyślną propozycję” M. – a Pani sędzina stwierdziła, że ona nas wyśle całą „rodziną” (rodziną … rodziną …) do ośrodka na badania psychologiczne.

Dowiedziałem się też „przy okazji”, że A. była znów w szpitalu – ale po co ? gdzie ? jak długo – tego to już nie wiem …

Nie mogło zabraknąć również zwyczajowego „czy zgadzam się na [R] ?” A moje kolejne „nie”, jak widziałem wyraźnie zirytowało tym razem M. Chciała mnie przestraszyć ? hmmm, nie wiedziałem, że potrafi więcej … niż do tej pory.

Sprawa się skończyła, a ja pozostałem w błogim nastroju, że nareszcie będę miał chwilę spokoju – aż wyznaczą termin badań „naszej rodziny”.

Myliłem się bardzo, gdyż pewnego miłego, mroźnego dnia dostałem wezwanie na policję, jako oskarżony m.in. o to że „znęcałem się psychicznie i fizycznie nad rodziną, żoną i dzieckiem”, „porwanie” (dziecka) a także „kierowanie gróźb karalnych wobec M.”
Panią policjantę, heh …, interesowało głównie to „jak często piję alkohol oraz ile” – a odpowiedź, że „nie piję alkoholu”, powtarzana kilkakrotnie, wyraźnie nie wydawała się prawidłowa.
Potem uprzejma pani policjant poinformowała mnie, ile to ja lat dostanę (w zawieszeniu oczywiści – to „na pocieszenie”) oraz już jako niebezpiecznemu przestępcy – pobrano mi odciski palców – w 4 kopiach.
Na pocieszenie dla mnie może być chyba tylko tyle, że dziwne, ale jakoś się tym nie przejąłem, … coż … tak oto – dzięki matce mojego dziecka, która nie mając męża pijaka, który bije ją i dziecko, nie dostanie rozwodu – zostałem przestępcą.

Minęła chwila, i na początku kwietnia, miałem okazję zobaczyć A. Na badaniach psychologicznych. Nie inaczej. Dużo czasu na zabawę i rozmowę z A. nie miałem, bo trzeba było rozwiązywać testy, rysować i układać, .. . ale A. nie chciała się odemnie oderwać jak ją M. zabierała. Przyznam się, gorzej zniosłem spotkanie z A., po tak długiej przerwie niż tą całą policję i sądy.

Badanie, jak badanie – dwie panie psycholog interesowało głównie „ile i jak często piję alkohol”. Nie zirytowało mnie to bo właśnie takiego podejścia się spodziewałem.

Tyle rzeczy „formalnych” się wydarzyło.
Inne ?

Hmmm, do jakiegoś czasu, starałem się o kontakt z A., dzwoniłem. Teraz już nie. Zwykle odkładali słuchawkę jak dzwoniłem, … ale od kiedy usłyszałem w słuchawce „pomyłka” – … nie potrafię już zadzwonić … nie widziałem A. i już o to tak nie walczę … „pomyłka”
bardzo dużo się zmieniło we mnie samym przez te ostatnie pół roku, w mojej psychice i podejściu do całej sytuacji … na gorsze chyba jednak, ale to już jest temat na inną notkę …